Śmieci

Problem #2

W dzisiejszym poście będzie o śmieciach. Śmieciach w rowach, w lasach a nawet w centrach miast.

Występuje tu pewien schemat. Najbardziej zanieczyszczone są obrzeza miasta, szczególnie przy terenach leśnych oraz w samych lasach (o tym popełnię osobny artykuł). Tutaj można zobaczyć całą gamę i przekrój odpadków. Królują plastikowe butelki oraz puszki po piwie. Te ostatnie to istna zmora. Janusze albo Sebiksy chodzą „na piwerko” i tam gdzie spałaszują przysmak bogów, w stylu sikaczy a’la Leszek, Perła czy Tyskie tam zostawią ślad swojego kapitału kulturowego w postaci puszek.

Następne w kolejce są chusteczki, które są dosłownie WSZĘDZIE. Ławka w parku? Gwarancja że wokół będą leżały zużyte chusteczki. Zazwyczaj obok znajduje się śmietnik, ale najwyraźniej użytkownicy przestrzeni publicznej, rażeni chwilową ślepotą, nie są w stanie trafić do kosza i odpadki ostatecznie trafiają wokół niego zamiast bezpośrednio do niego. Prócz wyżej wymienionych, co pewien czas uraczyć można się widokiem starego kibla albo papierków po przetworzonym jedzeniu (tak btw to jak można jeść ten syf?).

Po odpadkach przyleśnych czas na kupy przypadkowego odpadu i złomu w przydrożnych rowach oraz podwórkach….Polacy generalnie nie lubią segregować śmieci i pozbywać się ich w legalny sposób. Co rusz można zobaczyć za to kupę gruzu po remoncie, wyrzuconego do pobliskiego rowu. A to stary fotel na osiedlu, bo się sąsiadce znudził i przede wszystkich wysypiska na podwórkach okolicznych domków jednorodzinnych (wyrastających jak grzyby po deszczu) czy też kamienic. Najwyraźniej lubimy magazynować wszelkiego rodzaju odpady na własnych podwórkach. Po co? Nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie. Może z lenistwa? Łatwiej wyrzucić na podwórko niż pofatygować się do kosza albo zapłacić za wywóz. Kwestii wyglądu podwórek omówię w osobnym poście. Jest to problem tak rozległy i zaawansowany w swej chorobie, że zasługuje na specjalną dedykację.

Na samym końcu listy lokują się tak zwane „centra miast”, chyba najczystsze z nich wszystkich. Tutaj, a jakże, sporadycznie pojawiają się śmieci lecz wyraźnie są sprzątane.

Do listy warto jeszcze wrzucić ogródki działkowe, które tworzą osobne wyspy, niezależne od miasta. Organizują swój własny wywóz śmieci i ogólne dbanie o stan i wygląd terenu należy do obowiązku Związku Działkowców. Niestety w tej kwestii bardzo słabo je realizują. Polskie działki to w większości składowisko śmieci i gruzu, który użytkownicy działeczek wrzucają na „swój” teren, być może w nadziei że kiedyś stworzą z tego swój własny cud architektury. Zazwyczaj kończy się to jednak wiecznym zaleganiem odpadów na działce. A to stare opony, a to deski po rozbiórce czegoś tam itp. itd. Tym bardziej jeżdżąc za granicę i widząc jak piękne potrafią być ogródki działkowe, tworząc wspaniałe miejsca do uprawy roślin jadalnych i kwiatów oraz rekreacji, płakać się chce spoglądając na polską wersję. Czy naprawdę chcemy udawać się w takie miejsca aby spędzać wolne, letnie dni?

Lekarstwo

Problem jest dość skomplikowany i wielowymiarowy, nie tak prosty do rozwiązania (w moim odczuciu) co problem parkowania samochodów. Trzeba by było podejść do niego holistycznie i działać z wielu stron. Przede wszystkim miasto powinno się bardziej przyłożyć do sprzątania terenu należącego do nich. Niestety sprząta się zazwyczaj w centrum, resztę to chyba raz na 2 lata, jeśli nie rzadziej. Powinno także upominać właściciela danego terenu/działki do jego uprzątnięcia. W świetle prawa osoba taka jest ZOBOWIĄZANA do utrzymywania porządku na swojej własności. To w Polsce zupełnie nie jest egzekwowane. Tereny leśne powinny być regularnie sprzątane przez Korporacje Lasy Państwowe, które ostatnimi czasy są skupione głównie na rżnięciu starodrzewów, a nie na dbaniu o dobro lasu.

Osoby wyrzucające nielegalnie odpady powinny być surowo karane i ścigane. Grzywny obecnie wlepiane są po prostu śmieszne i nikogo nie odstraszają. Śmiem nawet przypuszczać, iż są niższe nie opłata za wywóz śmieci…

No i najważniejsze: edukować, edukować i jeszcze raz edukować. Świadomość ekologiczna jest opłakana. Powinniśmy uczyć siebie nawzajem że przestrzeń wspólna nie jest tylko nazwą, ale faktem i czymś z czego my wszyscy korzystamy. My wszyscy chodzimy, po mieście, my wszyscy chodzimy do lasów i my wszyscy siadamy na ławkach w parkach. Czy dbanie o czystość nie będzie pożytkiem dla każdego mieszkańca tego państwa? Warsztaty i kampanie społeczne powinny być prowadzone w ramach działalności państwa, samorządów, szkół i organizacji pozarządowych.

Parkowanie samochodów

Problem #1

Jednym z problemów, z którymi borykają się polskie miasta jest złe parkowanie. Samochody owładnęły nasze miasta i zabierają dosłownie każdą przestrzeń! Nawet taką, która bezsprzecznie powinna należeć do pieszych.

Objawy choroby

Czym to się objawia? Między innymi parkowaniem lub pół parkowaniem na chodniku. Polskie prawo pozwala kierowcom parkować na chodniku o ile zostawią 1,5 m dla pieszych. Jest to oczywiście fikcja, bo większość samochodziarzy ma to głęboko w dupie i parkuje “na całego”, czasem zajeżdżając nawet cały chodnik! Piesi w takim wypadku muszę omijać samochody ulicą albo przeciskać się pomiędzy budynkiem a autem.

Czemu mnie to (i zapewne wielu innych obywateli) tak denerwuje? Ponieważ uważam, że jest to zawłaszczanie przestrzeni przez jedną grupę (w tym przypadku kierowców), a przecież miasto powinno być miejscem dostosowanym do wszystkich jego mieszkańców: pieszych, rowerzystów i kierowców, a nie tylko do tych ostatnich. Czy będąc rodzicem z dzieckiem nie mam prawa korzystać z wygodnej infrastruktury przeznaczonej dla PIESZYCH (zaznaczam to! chodniki są dla pieszych, ulice dla samochodów), a nie omijać slalomem smrodzące graty? Czy jako osoba niepełnosprawna np na wózku czy też po prostu ograniczona ruchowo nie mam prawa czuć się bezpiecznie poruszając się po mieście? Czy naprawdę chcemy aby osoby na wózku balansowały na wysokich chodnikach, aby przejść koło samochodu, który zaparkował na ich drodze?

Powinniśmy dążyć do tego aby przestrzeń miejska była najwygodniejsza i jak najlepiej dostosowana do wszystkich grup społecznych, aby nam wszystkim żyło się lepiej. Pamiętajmy że któregoś dnia to my możemy być tym rodzicem z wózkiem dziecięcym czy niepełnosprawnym.

Dodatkowo kierowcy nagminnie rozjeżdżają zieleń miejską. To już jest wręcz przerażający standard. Kawałek zieleni? Hop siup i samochód już stoi. Nie możemy przecież pozwolić aby przestrzeń była ładna! Przecież może służyć za parking. Oczywiście darmowy. Efekt? Rozjeżdżona trawa i błoto, które zamienia się w kałużę. Widok urzekający (można podziwiać na jednym ze zdjęć, które umieściłam poniżej).

Lekarstwo

Postuluję za całkowitym zakazem parkowania na chodnikach. Chodniki powinny być dla pieszych i powinni się oni czuć w 100% bezpiecznie poruszając się po mieście. Samochody mają ulice do poruszania się, piesi chodniki. Proste. Gdzie w takim razie powinno parkować się auta? Na parkingach. Pięć minut pieszej drogi od parkingu do miejsca docelowego cię nie zbawi, a wręcz trochę ruchu jest wskazane. Ewentualnie (jeśli parking jest niedostępny, jesteśmy niepełnosprawni ale poruszający się samochodem itp.) po prostu na samej jezdni. Rozwiązanie takowe jest już wprowadzone w wielu państwach i daje radę. Przykłady to:

Londyn: https://www.cityoflondon.gov.uk/services/transport-and-streets/parking/where-to-park/Pages/Where-to-park.aspx

 

Toronto:

car2go Wins Toronto’s Best Car Service Award (CNW Group/car2go)

Na koniec dodam, że nie jestem za jednoczesnym zwiększaniem ilości miejsc parkingowych! To niczego nie rozwiązuje, a wręcz dokłada się do zaklętego kręgu wiecznych korków i (co ironiczne) ciągłego braku miejsca do parkowania!! Praktyka pokazuje że im bardziej rozbudowuje się drogi i miejsca parkingowe tym więcej samochodów i tym mniej dla nich miejsca (https://smoglab.pl/oslo-dwa-lata-temu-oglosilo-ze-cale-srodmiescie-bedzie-wolne-od-samochodow-zobacz-jak-zmienia-sie-to-miasto-wideo/). Co w zamian? Rower, nóżki i stara dobra komunikacja miejska, ale o tym już w innym poście.

Na koniec zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć mojego autorstwa przedstawiających kwintesencję naszej samochodowej patologii.